Ten kto twierdził, że Grenada jest super extra to napewno nie kłamał. Pierwsza nocna przechacka zaliczona! Wrażenia niczego sobie. W ogóle podobno mamy szczęście, bo akurat w dniu naszego przyjazdu przyszły zimne prądy powietrzne i było nawet chłodnawo wieczorem. Bardzo przyjemnie. Wielka szkoda w sumie, że wiekszość hiszpanów wyjechała z miasta i przeważają turyści, więc i podejście wielu knajp i restauracji zmienia swoje zasady funkcjonowania. Normalnie wszystkie tapas bary działają do 2-3 w nocy teraz dostosowują się pod potrzeby turystów i kolacje zaczynają się o 19-20 a kończą koło 24, także o 1.00 miałyśmy mały problem znaleźć ciekawe miejsce, żeby usiąść i coś przekąsić.
W międzyczasie Julia pokazała nam lodziarnie "Los Italianos", w której serwują prawdziwe włoskie, przepyszne lody. Takie jak w Mediolanie ;)
Chodząc wąskimi uliczkami Granady praktycznie na każdym kroku czuje się arabskie wpływy. Pełno jest herbaciarni z sheesha barami, kebabów jak i sklepików z arabską zastawą czy kadzidłami. Kochamy takie duperele.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz