Sevilla to rzeczywiście miasto kobiet (po 70dziesiątce raczej) i pomarańczy (nie zapomnijmy, że Walencja również!!!!) jak pisał Byron, jednak 40stopniowy ukrop w ciągu dnia odbiera jakiąkolwiek chęć i siłę na zwiedzanie. Na szczęście nie ma dużo do zobaczenia, ale katedra jest naprawde imponująca. Nie udało nam się do niej wejść za pierwszym podejściem, gdyż zamknęli o 16.00, ale rano następnego dnia dopiełyśmy swego.
Z powodu tychże właśnie upałów wylądowałyśmy w klimatyzowanym Starbucksie na dobre 40min. Bardzo zazdrościłyśmy posiadaczom basenów na zacienionych tarasach.
Sevillskie kamieniczki są bardzo urocze, więc napewno na jesieni bardzo przyjemnie jest przejść się po mieście. Szczególnie do gustu przypadła mi aleja z ambasadami w formie małych pałacyków czy willi.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz